fbpx

Alicja Mazurek

Alicja to nastolatka, która od kilkunastu miesięcy jest w  śpiączce.  Cudem przeżyła tragiczny wypadek, po którym trafiła do kliniki „Budzik”.

Rodzina i przyjaciele zbierają pieniądze na jej leczenie oraz rehabilitację.

Fundacja Wstawaj Alicja powstała w listopadzie 2019 r z inicjatywy Agnieszki i Wojtka Mazurków, rodziców Alicji. Jesteśmy  zarejestrowani w Rejestrze Stowarzyszeń, Innych Organizacji Społecznych i Zawodowych, Fundacji Oraz Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej pod numerem: KRS 0000812061

 

 

 KRS: 0000812061

NR KONTA: 

45 1140 2004 0000 3802 7939 2529

Fundacja Wstawaj Alicja

ul.Klonowa 33

20-258 Turka

Możesz też dorzucić się do zbiórki na rehabilitację Alicji, wpłacając dowolną sumę na konto zbiórki zrzutka.pl. Wszystkie środki zebrane na aukcji zostaną wpłacone na konto Alicji:
 

https://zrzutka.pl/8ky935

Historia Alicji

Alicja Mazurek to niespełna 20-letnia dziewczyna, która 19 lutego 2018 roku uległa poważnemu wypadkowi samochodowemu. Była wówczas uczennicą II klasy Pallotyńskiego Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie. Kierowca auta, kolega ze Wspólnoty Guadalupe, nie przeżył. Ali także lekarze nie dawali wielkich szans. Cały personel medyczny wątpił, czy uda jej się dożyć pierwszej operacji. „Miała żyć zaledwie godzinę” – wspomina mama Ali, Agnieszka Mazurek. Przed wypadkiem Ala była bardzo aktywną dziewczyną, zaangażowaną w różne grupy religijne i nie tylko. Razem ze swoimi znajomymi z osiedla założyła oddział KSMu przy swojej parafii w Turce. Jednocześnie dołączyła do Wspólnoty Guadalupe. Należała również do zespołu, który posługiwał na comiesięcznych Mszach Świętych z modlitwą o uzdrowienie przy parafii Świętej Rodziny w Lublinie (po wypadku, pamiętajac w modlitwie za Alę, członkowie tego zespołu nadali mu nazwę „Talitha Kum”). Dała się również zapamiętać jako roześmiana, serdeczna i otwarta osoba wielu pielgrzymom na sierpniowym szlaku na Jasną Górę. Wspólnie z przyjaciółką zajmowała się także oprawą muzyczną ślubów w Lublinie i okolicach. To tylko jedne z wielu inicjatyw, w
których brała udział. Zawsze miała czas dla drugiego człowieka i chętnie przychodziła każdemu z pomocą. Alicja przeżyła kilka operacji. Każda z nich była omodlona. Modlitwa płynęła z każdej strony. „Ja do dziś nie wiem i nie rozumiem, jak to się mogło stać, że tak wielu ludzi otoczyło opieką Alę i naszą rodzinę. Dostaliśmy tak bardzo dużo wsparcia i miłości, często od ludzi zupełnie nam obcych. A przecież nie jesteśmy ani znani, ani też niczym szczególnym się nie wyróżniamy, a takich wypadków jest przecież wiele. Były dni, kiedy za Alę odprawianych było dziesięć Mszy św. w różnych kościołach.” – dodaje. Okres po wypadku był wielkim wstrząsem dla najbliższych Alicji. W szpitalu codziennie zbierali się spontanicznie jej przyjaciele, ale nie tylko. Rzeczą niezwykłą, którą trudno wyjaśnić było to, że przychodzili również nieznajomi – poruszeni tragedią Alicji, poszukiwali w korytarzach szpitala nadziei na cud. Od pierwszych informacji o wypadku ruszył wielki szturm do nieba. Młodzież z KSMu, w którym Ala była mocno zaangażowana, stworzyła grafik internetowy, do którego zapisywali się ludzie chcący modlić się o cud życia Alicji. Takim sposobem, o każdej godzinie dnia i nocy trwało czuwanie za Alę. Codzienne Msze Święte i wydarzenia tamtych dni pokazały wielu, jak ogromną siłę ma modlitwa. Z dnia na dzień, na naszych oczach działy się małe-wielkie cuda. Czy taki był Boży zamysł? W marcu 2018 roku duża grupa osób wyruszyła na Ekstremalną Drogę Krzyżową prosząc o życie dla Alicji. Na drugi dzień, mimo wcześniejszych diagnoz, które nie dawały nadziei na samodzielne oddychanie, Alicja została odłączona od respiratora. Stan Alicji powoli się stabilizował, ale nieustannie utrzymywała się wysoka temperatura, którą starano się obniżać lekami. Dość długie podawanie leków przeciwgorączkowych, jak mówił personel medyczny, prowadziło do uszkodzenia wątroby. Któregoś dnia, mama Ali, przed poranną wizytą w szpitalu, przeczytała fragment Ewangelii przypadający na tamten dzień: „Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im” (Mk 1.29 – 31). Gdy dojechała do szpitala, przywitała ją niesamowita wiadomość od lekarza prowadzącego – gorączka ustąpiła. Mama Ali była przekonana, że Bóg cały czas czuwa nad Alą i się nią opiekuje. Takie sytuacje stały się dla kibicujących Ali wyjątkowym powodem do szczęścia i pogłębiały wiarę w to, że zdarzy się następny cud. Gdy stan Ali na tyle się unormował, że nie było już zagrożenia życia, mogła zacząć intensywną rehabilitację. Diagnoza z jaką była wypisana ze szpitala była druzgocąca – głęboka śpiączka, a najgorsze, wręcz nie do przyjęcia – bardzo małe szanse na wybudzenie. Mózg Alicji został bardzo mocno uszkodzony. Właściwie, jak mówili lekarze, niewiele po nim zostało. Jednak nawet tak bolesne dla rodziców wiadomości nie stanęły na przeszkodzie, żeby walczyć o własną córkę. Pierwszą placówką, do której Alicja trafiła po wypadku była Klinika „Budzik” w Warszawie. Po 5 miesiącach Ala wróciła do Lublina na zabieg rekonstrukcji czaszki, podczas którego wstawione zostały brakujące kości, które po wypadku usunięto z powodu dużego obrzęku mózgu. Rodzice nalegali także, aby usunąć Ali rurkę tracheotomiczną, by mogła już całkowicie oddychać samodzielnie, lecz nikt nie chciał się podjąć tej operacji. W tym samym czasie, dokładnie 14 sierpnia, lubelska pielgrzymka dotarła na Jasną Górę, zanosząc Matce Bożej cały czas tę samą prośbę – uzdrowienie Alicji. Tego samego dnia znalazł się lekarz, który zdecydował się podjąć tego zabiegu, który przebiegł pomyślnie. Wszystkie te sytuacje działy się naszych oczach, a my wiedzieliśmy, że Bóg wysłuchuje naszych próśb. Po rocznym pobycie w „Budziku”, Mazurkowie udali się do Krakowa, do ośrodka „Votum”, a następnie do ośrodka prof. Talara w Iławie. W czasie, gdy Alicja przechodziła intensywną rehabilitację w ośrodkach w całej Polsce, w Lublinie, jej rodzinnym mieście, organizowano liczne akcje charytatywne. Bliscy Ali nie zamierzali odpuścić – robili wszystko, żeby pomóc przyjaciółce wrócić do zdrowia. Koncerty, zbiórki w lubelskich kościołach, kiermasze książek to tylko przykłady ich działań. Wszystkie zebrane podczas tych inicjatyw pieniądze były przekazywane na rehabilitację Ali, która jak się okazało, jest bardzo kosztowna. Alicja jest otoczona nieustannie modlitwą i ludźmi dobrego serca, którzy bezinteresownie przychodzą do niej i pomagają, nawet osoby, które nie znały Alicji przed wypadkiem. Jej historia porusza ludzkie serca. Wiemy, że opieka nad Alą jest ciężka, że często rodzice już nie mają siły, ale mimo tego, nie zamierzamy się poddać! Wszyscy wierzymy, że Alicja wkrótce wybudzi się ze śpiączki i zacznie stawiać swoje pierwsze kroki. Czekamy na nią, na jej wspaniały uśmiech, na jej piękny głos „Wiem, że na wszystko potrzeba czasu” – mówi Wojciech Mazurek, tata Alicji – „Ale marzę, by z tego jak najszybciej wyszła.” Alicja, mimo śpiączki, ma otwarte oczy, słyszy i widzi. Czekamy na najmniejszy kontakt z nią, dlatego też każdego dnia otoczona jest przyjaciółmi, którzy dają jej siłę. Przynoszą do domu Ali tyle dobra, radości i zrozumienia. Rodzice, aby Ala mogła jak najszybciej stanąć na nogi, robią wszystko, co w ich mocy. Tata Ali postanowił wybudować Ośrodek Neurorehabilitacyjny, który ma służyć nie tylko jej, ale również innym osobom z podobnymi dolegliwościami i chorobami. Powstaje również Fundacja „Wstawaj Alicja”. To wszystko dla naszej przyjaciółki, naszej Ali – wierzymy, że w końcu do nas wróci.

Zaprojektowane z przez Alento